reklama

Prowokat123

0 Following 0 Followers
18
Na początek napiszę, że zawsze mam obawy czy dobrze dzieje się w Polsce, gdy ludzie pokroju Wojtka Penkalskiego zostają przedstawicielami wyborców.

Ale moje obawy mogą być przecież nieuzasadnione, bo wiele osób powiada, że Wojtek (posiadający przecież burzliwą dość przeszłość) zmienił się, podobno nawet na lepsze. Nie wykluczam oczywiście takiej możliwości, być może, ale wiem jedno – na pewno nie dało się tego zauważyć przed 2 maja br., gdy we Fromborku odbywały się prawybory parlamentarne, w których wszystkie inne ugrupowania pokonał Ruch Poparcia Palikota. Nie będę więcej wykazywał sw
Read More
ej upierdliwości i przejdę do przedstawienia wrażeń powyborczych, lecz jednak pozwolę sobie na krótkie podsumowanie tej części tekstu: Może wyborcy wybierają takich swoich przedstawicieli na jakich zasługują?



Dziewięć dni po wyborach Fakt opublikował tekst pod tytułem: „Jebn...y prętem” poseł Palikota. Klnie jakby właśnie wyszedł z pudła

Pozwolę sobie zacytować krótkie fragmenty (wytłuszczenia moje) artykułu prasowego:

Wojciech Penkalski nie ukrywa, że siedział w więzieniu. Sam o tym mówi. Poseł-elekt nie ubiera też w piękne słowa tego, o czym myśli. Jak ma powiedzieć, że ktoś uderzył go w głowę, to mówi wprost: Jak mnie nie jebnie prętem jakimś! O polityce też mówi otwarcie: To gra, cyniczna, żeby uwieść tłumy.

Wojciech Penkalski po wejściu do Sejmu chce zrobić w Braniewie porządek. Z kim? Z burmistrzem i proboszczem. Bo to „klika, która obgaduje go z ambony”. – Musimy z Palikotem zrobić porządek w wielu takich mieścinach - mówi w rozmowie z dziennikarzem „Gazety Wyborczej”.

I to by było na tyle, a zacytowałem te akurat fragmenty, bo znalazła się w nich wzmianka o Braniewie i burmistrzu – do tego przejdę w następnym akapicie, a tymczasem zainteresowanych całością tekstu odsyłam do miejsca jego publikacji:

Fakt z 18.10.2011r.

A teraz o Henryku Mrozińskim, burmistrzu Braniewa, który wprawdzie niepochlebnie, lecz prawdziwie wyrażał się o swoim byłym konkurencie do fotela gospodarza miasta; sprawa oparła się, jak wiadomo, o sąd.

Mnie natomiast zastanawia i bardzo ciekawi, w jaki sposób Henryk Mroziński teraz będzie się zwracał do posła elekta Wojciecha Penkalskiego (zgodnie z prawem posłem zostanie dopiero po zaprzysiężeniu 8 listopada). Wydaje mi się, że właściwym zwrotem będzie „Panie Pośle” i taki zwrot zalecałbym Henrykowi Mrozińskiemu. Nie wiem tylko czy burmistrzowi Mrozińskiemu taki zwrot przejdzie gładko przez gardło i czy w chwili jego publicznego stosowania nie będzie on np. zgrzytał zębami. Niezależnie od tego tak wypada i tak należy się zachować w oficjalnych kontaktach przedstawiciela samorządu z parlamentarzystą. Obaj zostali wybrani z woli wyborców i nie sądzę, żeby burmistrz Mroziński był zachwycony faktem, że wszyscy zwracaliby się do niego per „Heniu”. Tak więc panie burmistrzu do 8 listopada jest jeszcze trochę czasu na to by poćwiczyć gładkie przepuszczanie przez gardło grzecznościowego zwrotu „Panie Pośle” i ewentualnie pozbyć się nawyku zgrzytania zębami.

A już na same zakończenie wiadomość z ostatnie chwili. Okazuje się, że wczoraj Wojtek Penkalski… o! przepraszam, pan poseł Wojciech Penkalski został wybrany rzecznikiem dyscypliny Klubu Parlamentarnego Ruchu Poparcia Palikota. Mhmmm… cóż powiedzieć? Chyba tylko to, że wybór wydaje się nader trafny. Jestem przekonany, że ci posłowie z RPP, którzy ewentualnie do tej pory nie mieli pojęcia o dyscyplinie bardzo szybko nabędą wiedzę na ten temat. Co więcej,.jestem przekonany, że Klub Parlamentarny RPP będzie najbardziej zdyscyplinowanym klubem w naszym parlamencie.



Z poważaniem – Koteusz



Frombork, dnia 26 października 2011 roku



Tekst pierwotnie został opublikowany na stronie TVBraniewo24 w dziale „Saloon Koteusza”

18
Za kilkanaście tygodni rząd Donalda Tuska uzyska ustawowe narzędzie cenzury Internetu. Praktycznie każdą, niewygodną dla władzy informację umieszczoną w sieci internetowej będzie można skutecznie zablokować, działając na wniosek „osoby fizycznej, osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej nieposiadającej osobowości prawnej”.

Taką możliwość przewiduje rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz ustawy kodeks cywilny. Obecnie projekt jest rozpatrywany przez Komitet Rady Ministrów, a następnie trafi do Sejmu.

Nowelizacja wprowadza dodatkowy r
Read More
ozdział 3a w ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Opisuje on „procedurę powiadomienia i blokowania dostępu do bezprawnych informacji”. Odtąd każdy, kto „posiada informację o bezprawnych treściach zamieszczonych w sieci Internet” będzie mógł zwrócić się do usługodawcy internetowego z wnioskiem o zablokowanie takiej informacji. O tym, co podlega pod definicję „informacji bezprawnej” decyduje wnioskodawca, zaś usługodawca może, choć nie musi przychylić się do jego wniosku. Na decyzję o zablokowaniu informacji, użytkownik sieci internetowej będzie miał możliwość złożenia sprzeciwu.

Nietrudno się domyśleć, do czego w praktyce zmierza ten przepis. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy użytkownik - bloger portalu internetowego zamieszcza wpis zawierający sensacyjnie brzmiącą informację dotyczącą działań któregoś z polityków grupy rządzącej, opis afery z podaniem nazw podmiotów gospodarczych lub wzmiankę na temat poczynań służb specjalnych.

Natychmiast po pojawieniu się takiej informacji, osoba uprawniona – w tym przypadku polityk, zarząd firmy lub szef służb, może zgłosić do usługodawcy internetowego (właściciela portalu) wniosek o zablokowanie dostępu do wpisu, uzasadniając iż zawiera on „bezprawną informację”. Wniosek elektroniczny zostanie złożony na formularzu określonym przez „ministra właściwego do spraw informatyzacji” i będzie zawierał m.in. oświadczenie uprawnionego o braku autoryzacji treści zamieszczonych w Internecie lub braku „zgodności z prawdą przedstawionych informacji”.

Ilu usługodawców internetowych oprze się takiej interwencji lub odważy się sprzeciwić opinii przedstawiciela władzy? Jeśli polityk lub urząd składający wniosek stwierdzi, że zawarta w sieci informacja „nie jest zgodna z prawdą”, łatwo przewidzieć, że właściciel portalu da wiarę ich zapewnieniom i dla własnego bezpieczeństwa zablokuje „niebezpieczną” treść rozpowszechnianą przez anonimowego blogera.

Ustawa przewiduje, że w przypadku prawidłowego wniesienia wniosku, usługodawca – administrator portalu niezwłocznie może „zablokować dostęp do treści bezprawnych oraz przesłać usługobiorcy, w terminie 7 dni roboczych od dnia zablokowania dostępu, uzasadnienie blokowania bezprawnych treści”. Usługobiorca, np. bloger ma wówczas możliwość złożenia sprzeciwu od decyzji administratora. Musi to jednak uczynić w ciągu 3 dni, a w sprzeciwie musi zawrzeć wyjaśnienia o „posiadaniu zgody uprawnionego na zamieszczenie informacji w sieci Internet” lub wykazać, że działał „w ramach dozwolonego użytku”.

(…)

Warto przy tym zauważyć, że włączony do ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną nowy rozdział 3a, jest w pełni autorskim pomysłem rządu Donalda Tuska. Przywołana dla uzasadnienia nowelizacji unijna Dyrektywa 2000/31/WE nie zawiera bowiem procedury blokowania informacji, pozostawiając jej określenie państwom członkowskim. Co istotne – w unijnych przepisach procedura blokowania dotyczy „informacji, które naruszają prawa lub przedmiot działalności uprawnionego” i odnosi się wyłącznie do utworów chronionych prawem autorskim. Chodzi zatem o plagiaty oraz publikowanie w sieci utworów bez zgody autora.

Rząd Tuska w oparciu o te przepisy dokonał interpretacji rozszerzającej i wpisał do ustawy procedurę umożliwiającą blokowanie wszystkich „bezprawnych informacji” - uzurpując sobie przy tym prawo decydowania, co jest lub nie jest taką informacją.

Nie ma wątpliwości, że wprowadzenie w życie nowelizacji ustawy pozwoli rządzącym na skuteczną i „zgodną z prawem” cenzurę treści internetowych.

Aleksander Ścios

Tekst jest publikowany za zgodą autora.

11
to http://www.maratonczyk.pl/Galeria/run_warsaw_7_10_2007_cz1/_mg_5843.html i to http://www.maratonczyk.pl/Galeria/run_warsaw_7_10_2007_cz1/_mg_5842.html Dowiedziałem się przez zupełny przypadek, także w ogóle nie znam szczegółów, tym niemniej uważam iż sam fakt uczestnictwa i było nie było "manifestacji" pochodzenia jest wart wzmianki
10
Jest szkoła, ma budynek, pedagogów i uczniów też. Na swoje utrzymanie również ma. Jest też w tej szkole dziełem całej szkolnej społeczności bezpiecznie od różnego typu patologicznych zagrożeń.



To szczęście mogłoby trwać dalej i dalej trwać ta szkoła, gdyby nie usadowił się na fotelu starosty, Leszek Dziąg. Ten oto reformator określił swoje motto w zapytaniu, cytuję: czy państwo myślicie, że w starostwie się pracuje, czy państwo uważacie, że w szpitalu się leczy - nie, tam się utrzymuje stanowiska.

W myśl tej zasady można więc wydedukować, iż w tej szkole też się nie uczy . Z
Read More
e starostwa i szpitala trzeba wyprowadzić nadmiar stanowisk a szkołę najlepiej wyprowadzić całą. Tłumaczono Staroście, iż ani argumenty demograficzne, ani ekonomiczne w tym wypadku nie przemawiają za tak definitywnym rozwiązaniem. Z przeprowadzonych dyskusji z nauczycielami, uczniami i rodzicami wynikało, że jeśli Zarząd Powiatu podejmie decyzję o przeniesieniu szkoły, to uczyni to w następnym roku, przygotowując to organizacyjnie tak, by koszty m.in. społeczne tego przedsięwzięcia były jak najmniejsze. I to tyle pięknych deklaracji. Raz ciach i Zarząd postanowił, że przeniesienie nastąpi już 1 Września. Jak to się mówi jeszcze trup nie ostygł..., a więc jeszcze szkoły nie przeniesiono a budynek i grunt trzeba sprzedać. Skąd taki pośpiech i ta determinacja by w tak istotnej sprawie nie brać pod uwagę opinii Komisji Oświaty i wreszcie Rady Powiatu. A ta opinia wskazywałaby, iż stan budżetu Powiatu nie jest tak katastrofalny, by wysprzedawać resztki majątku.

Pytanie zatem komu chce Starosta działki po szkole sprzedać, bo można mniemać, iż chętny już jest i to on Starostę popędza? I kolejne pytanie, skoro Starosta te ponaglenie tak ochoczo realizuje to czyj jest w tym interes, bo przecież nie społeczny?
10
witojcie braniewiaki

moim skromnym zdaniem to sponsorzy "dni Braniewa" powinni sie domagac zwrotu kwoty sponsoringu bo jak ja bym dal kase na impreze a gwiazda nie wysteuje to oddajcie kase i nie brac sie za wielkie imprezy, a Pani Bozena z Elbląga juz nie pracuje W CKiWm "Światowid" i pomocy brak dla BCK .powodzenia
10
Standardem w Europie jest, że urzędnik służy petentowi, który odwiedza urząd. W Niemczech np. idąc załatwić sprawę w jakimkolwiek urzędzie możemy liczyć na to, że urzędnicy poczęstują nas kawą czy też herbatą, posadzą w wygodnym fotelu, wysłuchają, a następnie prosząc nas o chwilkę cierpliwości sami pobiegną z naszymi papierami pod ręką do sąsiednich pokoi i załatwią sprawę jak należy. Standardową procedurą jest też informowanie każdego petenta o procedurach i możliwościach załatwienia sprawy bez zbędnej zwłoki, wymaganych dokumentach itp. W owych Niemczech petent nie musi biegać po piętrach,
Read More
żeby w końcu któryś z urzędników poinformował go o procedurach. Praktycznie sprowadza się to do tego, że przychodząc do urzędu nie musimy odwiedzać kolejnych pokoi, gdyż sprawę załatwia za nas jeden urzędnik. Widocznie w Niemczech urzędnicy mają świadomość tego, że ich pensje pochodzą z podatków płaconych przez petentówpodatników, że wobec społeczeństwa pełnią oni rolę służebną.



Wydawałoby się, że w Polsce, po wejściu do Unii Europejskiej, obowiązywać zaczną te same procedury. Okazuje się jednak, że "Polska, to taka dziwna kraj", gdzie dobre zasady muszą przez szereg lat (a może nawet dziesięcioleci) przebijać się z trudem, aż zostaną uznane za normę. U nas urzędnik, to pan! A petent, który odwiedza urząd, to "natręt", który tylko przeszkadza urzędnikowi w pracy. Nie dziwią większości z nas (a szkoda!) wypowiedzi urzędników w stylu: "wszelkie niezbędne informacje były zamieszczone na tablicy ogłoszeń", "pan przyjdzie jutro, bo pani Jadzia jest na urlopie", "niech pan idzie do pokoju obok, to może tam pan to załatwi", czy też klasyczne, filmowe "nie widzi, że jem śniadanie" itd.



Niemal w każdym urzędzie na terenie powiatu zdarzają się przypadki, że petent musi dobijać się o informacje, a urzędnicy nie kwapią się z samodzielnym ich udzielaniem. Urzędnicy skarżą się często, że mieszkańcy, których obsługują są nerwowi, nie panują nad emocjami, zachowują się agresywnie. Ciekawe jak by się zachowywali ci sami urzędnicy, gdyby ich pozbawić pracy, zasiłku dla bezrobotnych i kazać im utrzymywać rodzinę z zasiłku przyznawanego "z łaski", po wielu bojach i pokonaniu swoistego slalomu po korytarzach urzędu? Czy nie mówiliby wówczas np., "że ten pierdzistołek nie chce ruszyć tyłka"?

Wizyta petenta w urzędzie wcale nie musi być dla niego przykrością, stresem, czy powodem do obaw, że pan urzędnik, czy też pani urzędniczka, obrażą się!

Ale przecież Polska, to jeszcze taka dziwna kraj.
10
Zdaje się że oficjalny, przyklepany plan jest taki - nowa spółka przejmuje majątek i pracowników, a SPZOZ Braniewo z długami zostaje postawiony w stan likwidacji.



Przy obecnej żałosnej sytuacji finansowej (nie płacą wynagrodzeń) i kadrowej (pierwsze implikuje drugie tzn. część lekarzy odeszła, część zapowiada odejście) Szpital może nie dotrwać jako funkcjonująca instytucja (której zadaniem jest leczyć, ba ratować życie).



Co najgroźniejsze, ten wariant zakłada, że przestaje działać pogotowie ratunkowe, które jest cześcią szpitala - wówczas faktycznie życie mieszkańców
Read More
powiatu zostaje zagrożone - co z ludzimi z wypadków?, co z mieszkańcami wymagającymi natychmiastowej pomocy lekarskiej? Czas dojazdu pogotowia z Elbląga w niektóre częśći powiatu, może się okazać stanowczo za długi by uratować kogoś, ktogo dałoby się uratować gdyby pomoc przyszła wcześniej.



Tu pytanie - czy Starostwo jest przygotowane na taki wariant?



No dobrze załóżmy, że na wpół-funkcjonujący szpital dotrwa do przekształcenia. Czy będzie szło ku lepszemu? Wątpię. Do tego potrzeba pieniędzy, sprawnego menadżera i planu. Ba, w założeniu nowa "firma" ma przynosić zysk.



Postawa Starosty - "który nic nie może zagwarantować, nic nie może obiecać" - może wynikać z czystej interesowności, po prostu jeśli szpital "zdechnie" to smakowite jego kąski(ZOL, Pogotowie Ratunkowe) będzie mogla przejąc inna firma - niekoniecznie "spółka-nowy szpital" a np. jakaś inna z udziałem p.Dziąga, jego żony np. powstała na bazie szkoły na ul. Szkolnej, a może poprostu jakaś inna firma która wygra ogłoszony przez Starostwo przetarg?. Obym sie mylił.
10
Niektórzy złośliwi twierdzą, że krócej byłoby wymieniać samorządowców z terenu naszego powiatu, którzy ni są uwikłani w różnego rodzaju sprawy sądowe lub prokuratorskie. Ale tak twierdzą złośliwi. Mimo wszystko krócej jest jednak wyliczyć tych, którzy trafili w "młyny sprawiedliwości". Śmiało jednak można założyć, że w prezentowanych informacjach znajdują się jakieś luki.



Oskarżonych o pomówienie, czyli o przestępstwo z art. 212 kodeksu karnego, jest dwoje samorządowców: Krystyna Lewańska, burmistrz Fromborka oraz Stanisław Popiel, wójt gminy Lelkowo. Są to sprawy toczące się z
Read More
oskarżenia prywatnego.



W pierwszym przypadku chodzi o treści zawarte w ulotce rozpowszechnianej w trakcie kampanii wyborczej, gdzie użyte określenia naruszały dobre imię grona przeciwników wyborczych K. Lewańskiej, skupionych wokół jej kotrkandydatki do fotela burmistrza. Sprawa jest w toku.



Natomiast jeżeli chodzi o włodarza Lelkowa, to sprawa ta wróciła do ponownego rozpatrzenia do braniewskiego sądu rejonowego po apelacji w Sądzie Okręgowym. Podczas pierwszego "podejścia" Sąd Okręgowy podzielił zdanie Sądu Rejonowego i całkowicie uniewinnił wójta Lelkowa z zarzutów, ale oskarżycielka prywatna złożyła w Sądzie Najwyższym kasację wyroku. W wyniku kasacji SN wytknął liczne błędy (przede wszystkim naruszenie prawa materialnego) popełnione przez SO, a ten "ochrzaniony" przez wyższą instancję, zdecydował skierować sprawę do ponownego rozpatrzenia przez SR w Braniewie.



Inni samorządowcy, wobec których toczą się sprawy karne (tym razem ścigane z oskarżenia publicznego czyli wniesione przez prokuratora) w braniewskim Sądzie Rejonowym to m.in.: Andrzej Smyk, radny powiatowy prokurator miał wątpliwości o do obrotu zbożem przez radnego, a także kilku innych oraz Jerzy Welke, dyrektor braniewskiego Powiatowego Urzędu Pracy tym razem prokurator miał zastrzeżenia, co do prawidłowości procedur związanych z udzielaniem pożyczek z funduszu pracy. W tej ostatniej sprawie na ławie oskarżonych zasiada także Włodzimierz K., były starosta braniewski, jak również osoby, którym pożyczki były udzielane.



Drobną sprawę (bo jest to tylko postępowanie prokuratorskie) ma Marek W., kierownik ZWiK we Fromborku, który miał wygłaszać groźby karalne pod adresem petenta, aby zmusić go do określonego zachowania. Skądinąd wiemy, że pan Marek W. zapowiadał, że kopnie tego petenta w tylną część ciała.