reklama
4
Następnego dnia po Halloween tata i dziadek zabrali Łukaszka na cmentarz. Panie nie pojechały. Siostra umówiła się na randkę w supermarkecie. Kiedy dowiedziała się, że tego dnia wszystkie sklepy są ustawowo zamknięte obraziła się i powiedziała, że w takim razie to ona nigdzie nie idzie. Mama stwierdziła, że nie idzie, bo to święto jest takie nieeuropejskie i zacofane. Babcia powiedziała, że nie idzie, bo dość już dyktatu kościoła w Polsce.

Zatem pojechali trzej panowie. Pojechali komunikacją miejską targając w siatkach zakupione wcześniej w markecie znicze oraz akcesoria narzędziowe. Na miejscu, przy ogromnym cmentarzu komunalnym kupili kwiaty i ruszyli w trasę. Po drodze tata wyjaśnił Łukaszkowi różnicę pomiędzy Świętem Zmarłych a Świętem Wszystkich Świętych, a dziadek zaczął opowiadać o krewnych, którzy byli tu pochowani. Łukaszka oczywiście to znudziło.

Zanosiło się na katastrofę, ale tata i dziadek jakoś ją zażegnali. Kiedy stanęli przed pierwszym pomnikiem, dziadek poinformował, że jest to jego bliski krewny, który w czasie wojny latał na samolocie myśliwskim.

- Jak, tak jak na filmie? - zapalił się Łukaszek. Dziadek potwierdził. Łukaszek zademonstrował paszczą odgłos karabinów maszynowych.

- Nie stójcie tak, tylko do roboty - odezwał się tata Łukaszka wyjmując grabki z siatki.

No i się zaczęło. Łukaszek zmiatał liście z pomnika (trzeba było się przegiąć nad tablicą z napisami, żeby sięgnąć do środka płyty), szukał pompy, biegał po wodę, przycinał kwiaty, wynosił śmieci. i wreszcie - zapalał znicze.

- Super - powiedział Łukaszek, kiedy ustawił znicze tak, jak chciał (podświetlały i tablicę z napisami, i były widoczne z daleka). Wytarł brudne ręce w pochlapane wodą spodnie i nikt go nie opierniczył.

- No wiecie, ludzie - oburzyła się pani, która sprzątała grób obok. - Cmentarz jest dla dziecka super! Profanacja! Cmentarz to coś więcej niż bieganie po wodę i zapalanie zniczy!

- Wie pani co - powiedział dziadek. - Niech na razie to będzie chociaż to. Może jak urośnie to zrozumie. A tak a propos szacunku i zmarłych, to niech pani z łaski swojej zestawi swoje sitaki z sąsiedniego pomnika...

- To jest chamstwo - powiedziała pani i się obraziła.

Wędrowali po cmentarzu prawie cały dzień. Oglądali muzykantów przy bramach i kwestujących na placach. Pogadali z panem jeżdżącym rikszą. Łukaszek zjadł dwa pierniki (jeden za siebie a drugi za dziadka). Pokomentowali sobie najnowsze trendy w modzie cmentarnej (halogenowe podświetlenie nagrobków). Zapadł zmrok, a potem zrobiło się już całkiem ciemno. Łukaszek z zachwytem oglądał kolorowe kompozycje zniczy. Cmentarz był nieoświetlony i wędrujące czarne sylwetki bardziej przypominały duchy niż ludzi. Dziadek twierdził, że nic nie widzi (co było kompletnym łgarstwem) i Łukaszek musiał prowadzić go za rękę.

Wrócili do domu bardzo późno.

- Gdzie wyście łazili tyle czasu! - mama Łukaszka załamała ręce na widok syna. Syn, zmarznięty, brudny, wystawił poparzony zapałką kciuk do góry i oświadczył szczęśliwy:

- Było czad!!!