reklama
7
Zjawisko zaskakiwania drogowców przez zimę było dyżurnym tematem w czasach PRL-u. Ustrój zmienił się, a zjawisko pozostało. Nie jest to dla mnie żadnym zaskoczeniem, ale żałuję, że władza, jakiegokolwiek szczebla, w dalszym ciągu ma w nosie społeczeństwo z podatków którego utrzymuje się.



Zaskakiwanie drogowców przez zimę było tematem dyżurnym mediów wszelakich za czasów komuny. Tłumaczeniem wówczas były najczęściej przejściowe, chwilowe trudności oczywiście. A to części nie dowieźli, a to mała liczba pługów do odśnieżania, a to piasku, a to soli zabrakło, ba ktoś na czas nie dostarczył. Zawsze uśmiechałem się na takie naiwne tłumaczenia, bo że o określonej porze nadejdzie zima i opady śniegu można było przewidzieć rok, dwa lata, a nawet dziesięć lat naprzód. I odpowiednio się do tego przygotować.



Obecnie sytuacja nie uległa zmianie: drogowcy zawsze są zaskakiwani, choć ośrodki decyzyjne nieco się przemieściły.



Weźmy takie Braniewo. Większość dróg należy do miasta, a i te powiatowe za odpowiednim porozumieniem także stanowią przedmiot troski samorządu braniewskiego. W swoim czasie zostały chyba przeprowadzone stosowne przetargi na odśnieżanie i utrzymanie tych dróg w należytym stanie, umożliwiającym korzystanie z nich przez użytkowników. Proszę zwrócić uwagę na znaczenie ostatniego zwrotu: użytkownicy dróg (w domyśle: wszyscy).



Dla mnie jest to w dalszym ciągu przejaw lekceważenia obywateli przez władzę. Władzę, która utrzymywana jest z naszych podatków. W dużym uproszczeniu to my płacimy tej władzy, a władza ma nas w d i nie przejawia ani odrobiny szacunku dla płatników swych pensji, wcale niemałych.



Byłem przedwczoraj w Braniewie, ale tym razem nie zamierzam pisać o użytkownikach zmotoryzowanych. Oni, jeśli chodzi o przejezdność dróg, chyba większych pretensji mieć nie mogli: pojawiły się pługi, a później piaskarki i nawierzchnia, przynajmniej głównych dróg wiodących przez miasto, w zasadzie pozostawała czarna. Takie przynajmniej odniosłem wrażenie, choć może ono być mylne.



Ale jeśli chodzi o pieszych, to pasuje tutaj tylko jedno słowo: makabra!



Nie zaliczam się do osób mało sprawnych ruchowo, lecz utrzymanie się na nogach sprawiało mi ogromne trudności. Nie jestem też człowiekiem wiekowym, więc sprawności nieco mi pozostało z nieco wcześniejszych czasów, lecz i tak utrzymanie się na nogach sprawiało mi ogromne trudności.

Osobiście pomagałem dwojgu ludziom starszym ode mnie podnieść się po upadku. Na szczęście chyba obyło się bez większych uszkodzeń ciała, poza siniakami na tylnych części ciała (tych poniżej krzyża) osób, którym pomagałem.



Poniekąd rozumiem burmistrza Henryka Mrozińskiego oraz jego zastępcę Jerzego Maziarza, którzy raczej rzadko przemierzają miasto pieszo. Brakuje im więc doświadczenia w tej kwestii, a być może zapomnieli już, jak to jest pokonywać piechotą ośnieżone chodniki.



Doradzam im jednak spacer takimi ośnieżonymi trotuarami, niech spróbują, a gdy któryś z nich wyrżnie tyłkiem w chodnik i nabije sobie guza (byle dużego i długo utrzymującego się na głowie, żeby pamiętali to doświadczenie), to może wówczas sytuacja pieszych poprawi się i piaskiem posypane zostaną także chodniki, nie tylko jezdnie.



W przeciwnym przypadku czarno to wiedzę dla pieszych, szczególnie starszych osób, o przychylność których pan burmistrz tak pięknie zabiegał podczas ostatnich wyborów.



A że nie jest to rok wyborczy? Nie szkodzi! Między wyborami, nie tylko w czasie kampanii wyborczej, wypadałoby też coś dla ludzi zrobić.