reklama

KOTEUSZ

0 Following 0 Followers
67
„Prawdę mówią, że chce pan podpalić stadion” *) – usłyszałem od jednego z urzędników fromborskiego magistratu, gdy pojawił się on na stadionie miejskim, gdy akurat rąbałem drewno.







Nie wiem dokładnie, co ów urzędas miał na myśl, ale zakładam, że działał absolutnie bezmyślnie, gdyż tak poważne oskarżenie o chęć czy też próbę podpalenia przeze mnie stadionu mogło się zrodzić tylko w pustej głowie, w której nie można znaleźć ani śladu rozumu.
Read More
Rzucenie takiego oskarżenia nawet, gdy rzuca je komendant miejsko–gminnej Ochotniczej Straży Pożarnej wymaga przede wszystkim poważnych dowodów. Dowodów na to nie ma, więc całe to oskarżenie można rozbić o kant, ale urzędnik jednak je rzucił w moim kierunku. Jeśli więc je rzucił, to niech teraz przedstawi dowody. Czekam.

Inną kwestią poruszoną przez tego urzędnika była sprawa moich publicznych wypowiedzi (poprzedni tekst w rubryce „Saloon Koteusza”, ten o podatkach) oraz sprawa mego zatrudnienia. Otóż z ust tego urzędnika dowiedziałem się, że „chyba się towarzyszu Kotowski w głowie wam przewróciło, że zachciewa się wam pisać takie teksty i nie chcecie tutaj dalej pracować” *).

Chyba nie muszę wyjaśniać, że moja reakcja na te słowa była dość zdecydowana – po prostu w kilku solidnych żołnierskich słowach „poprosiłem” owego urzędnika, żeby sobie poszedł.

Cały czas zastanawia mnie natomiast, dlaczego ludzie o mentalności poganiacza mułów nie potrafią przyswoić sobie wiedzy o tym, że nie na wszystkie muły używany przez nich bat działa. Ale domyślam się powodów takiej niewiedzy. Tacy poganiacze mułów nigdy nie stosowali np. dobrego słowa, tylko bat. I to on im się wydaje najwłaściwszym narzędziem. Ale to jest totalna pomyłka i błąd w zrozumieniu tej kwestii nie jest moją winą.

Na drugi dzień usłyszałem z ust owego urzędnika, że oczekuje ode mnie przeprosin. Owszem, przepraszam bardzo chętnie i to nawet publicznie. Przepraszam za to, że nie nabrałem do tej pory zwyczaju przepraszania kogoś za to, że mnie straszy utratą pracy oraz za to, że mnie wyzywa od podpalaczy. No, nie nauczyłem się tego. I szczerze powiem, że uczyć się nie zamierzam. Pewnie z lenistwa albo z powodu innej choroby albo nawet z tego powodu, że nie widzę z tego żadnego pożytku. Poza tym swobodę wypowiedzi gwarantuje mi Konstytucja RP (Art. 54 ust. 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji) i żaden „menda Paździoch” nie jest w stanie pozbawić mnie moich praw obywatelskich – to jest niewykonalne, jeśli chodzi o mnie! Jest niewykonalne także do tej pory, do której obowiązywać będzie Konstytucja RP. A przypomnę, że konstytucja jako tzw. ustawa zasadnicza, obowiązuje w Polsce, póki co, wszystkich, bez wyjątku.

Owszem, próbować można pozbawić mnie moich praw obywatelskich. Tylko trzeba się przygotować na to, że w odpowiedzi usłyszy się kilka do bólu szczerych i dosadnych słów.

Czy obawiam się, że stracę pracę? Jak najbardziej obawiam się tego, ale jednocześnie mam świadomość, że ewentualne pozbawienie mnie dotychczasowej pracy należy do kompetencji innych niż ów urzędnik osób. Jeżeli osoba kompetentna w tym względzie oznajmi mi, że nie widzi dalszej możliwości zatrudniania mnie, to przyjmę tę informację z pokorą. Ale nikt niekompetentny, któremu nawet się wydaje, że takie kompetencje posiada, nie będzie mnie straszył. Nie tędy droga.

Poza tym jestem na to przygotowany. Szkoda by było tylko, że w chwili mego odejścia, pracę stracą jeszcze dwie osoby, a „osiągnięcia” tych dwóch osób mogą stać się przedmiotem zainteresowania wymiaru sprawiedliwości. Chciałbym tego uniknąć, ale to zależy nie tylko ode mnie.

Mimo moich krytycznych uwag w jednym przypadku przyjmuję krytykę owego urzędnika pod moim adresem. Owszem jest słuszna, ale o szczegółach nie będę pisał, bo nie ma to żadnego wpływu na moją ocenę a zainteresowani wiedzą, o co chodzi.

Koteusz

*) – cytaty są dosłowne i jestem w stanie udowodnić, że słowa te zostały przez urzędnika wypowiedziane.

50
Słysząc tyle sprzeczności i kłamstw w wypowiedziach przedstawicieli rządu naszego kraju na temat umowy zwanej ACTA, nie mogłem się oprzeć, żeby nie napisać kilku słów na ten temat.

Minister Michał Boni jednego dnia oświadcza, że Polska nie musi podpisywać ACTA, lecz już na drugi dzień twierdzi, że jednak musi.

„Wszystkie kraje europejskie to podpisały. [...] Nie możemy tego nie podpisać.”

Z kolei minister Bogdan Zdrojewski dowodził w licznych wywiadach, że treść umowy ACTA była jak najbardziej konsultowana przed podjęciem decyzji o jej podpisaniu przez nasz kraj.
Read More
/>Natomiast Michał Boni gadał w radio, że „premier Tusk nie był zadowolony z tego, że nie odbyły konsultacje społeczne w sprawie ACTA”. Mało tego, minister Boni nawet przepraszał publicznie za brak konsultacji w sprawie ACTA.

Premier Donald Tusk najpierw twierdził, że konsultacje były, ale zaraz potem, tuż po podpisaniu umowy w Tokio, zapowiedział, że poprosi ministrów Boniego i Zdrojewskiego

„o szczegółowe wyjaśnienia w sprawie konsultacji dotyczących umowy ACTA”.

Innym razem minister Boni, na radiowej antenie mówił: „Wszystkie kraje europejskie to podpisały”. Natomiast minister Zdrojewski oświadczył:

„Bez względu na to, czy polski parlament to ratyfikuje, czy podpiszemy tę umowę w Tokio, czy też nie, jeśli określona grupa państw w Europie podejmie tę decyzję i ratyfikuje umowę, to te przepisy obowiązywać będą także w Polsce”.

Przyznacie zapewne, że można się w tym wszystkim pogubić, prawda? Jeżeli „wszystkie kraje europejskie podpisały” a mimo to „jeśli określona grupa państw w Europie podejmie tę decyzję i ratyfikuje umowę, to te przepisy obowiązywać będą także w Polsce”

to po co Polska MUSIAŁA PODPISYWAĆ?

Jeśli konsultacje były, to po co premier Tusk ma poprosić „o szczegółowe wyjaśnienia w sprawie konsultacji dotyczących umowy ACTA”?

W Tokio okazało się, że dopiero tam ambasadorowie krajów europejskich, w imieniu swoich rządów, podpisali ACTA. Podpisu nie złożyli tylko przedstawiciele dyplomatyczni: Cypru, Estonii, Holandii, Niemiec i Słowacji.

Wrócę jeszcze do stwierdzeń premiera i innych przedstawicieli rządu w kwestii „musimy” oraz które kraje europejskie podpisały ACTA przed podpisaniem umowy w Tokio przez Polskę. Okazało się bowiem, że była to jedna wielka „ściema” i ordynarne kłamstwo polskiego rządu.

Otóż szwedzki europarlamentarzysta Christian Engstroem z Partii Piratów powiedział brutalnie wprost:

„Żaden kraj UE na razie nie podpisał ACTA. Jeśli minister Boni tak twierdzi, kłamie. Wszystkie kraje, które uczestniczyły w negocjacjach mają czas na podpis do 31 marca 2013 roku. Podpisać jednak nie muszą. Wystarczy powiedzieć NIE”.

I jeszcze wypowiedź Engstroema odnośnie stwierdzenia ministra Boniego, który dowodził:

„Wszystkie kraje europejskie to podpisały, myślę, że jest trochę za późno, ten proces przecież trwa tak naprawdę od 2006 roku, Polska w nim uczestniczy od 2008 roku. Polska powinna „dobudować” do tej umowy klauzulę, która będzie pokazywała, jak my interpretujemy te punkty”.

Christian Engstroem był innego zdania niż Michał Boni, gdyż powiedział:

„Na pewno polski rząd nie może ratyfikować ACTA doczepiając do umowy jakieś interpretacje jej zapisów. Negocjacje już się dawno zakończyły i Polska zgodziła się na to, co znajduje się obecnie w umowie. I co zobowiązuje w przypadku ratyfikacji wszystkie kraje sygnatariusze w ten sam sposób, bez wyjątku”.

Muszę przy okazji chyba pochwalić premiera Donalda Tuska (powiedzmy, że za konsekwencję w działaniu czy też upór), który wobec wszelkiego rodzaju protestów, demonstracji, sprzeczności i kłamstw swoich ministrów (a także własnych) zapowiedział swego czasu:

„Nie ustąpimy w żadnym wypadku wobec szantażu!”. Trzeba przyznać, że jak powiedział, tak zrobił. Tyle, że nie było to konsekwencją żadnego szantażu, lecz brnięciem we wcześniej wygłoszone kłamstwa.

A już na zakończenie proszę o uruchomienie odrobiny wyobraźni i wyobrażenie sobie, że jesteście np. właścicielami sklepu, który w waszym imieniu oraz za wasze pieniądze prowadzi wynajęty sprzedawca. W pewnym momencie stwierdzacie, że ów sprzedawca, biorąc wasze pieniądze, zwyczajnie was oszukuje kręci. Co byście zrobili z takim sprzedawcą? Ja bym normalnie wywalił go na zbity pysk, bo nie stać mnie na to, żeby komuś płacić za łgarstwa. A was stać?

36
Nie zamierzam tutaj analizować zarobków w prywatnych firmach, lecz w samorządzie. A rzecz dotyczy, nazwijmy to umownie, urzędników. Za wstępną ogólną odpowiedź na postawione w tytule pytanie niech posłużą słowa refrenu piosenki:

„Ależ owszem, czemu nie, urzędnikowi też należy się!”tekst do pogrubienia


Przejdę teraz do szczegółów opierając się na zawartości oświadczeń majątkowych i uchwał Rady Miejskiej.

Otóż burmistrz Krystyna Lewańska w roku 2010 zarobiła łącznie nieco ponad 107 tys. zł, czyli średnio ok. 9 tys. zł brutto miesięcznie (ok. 6 tys. zł netto).

Cz
Read More
y którykolwiek jej podwładny mógł zarobić w roku więcej niż burmistrz Lewańska? Okazuje się, że tak – jeden z kierowników jednostki organizacyjnej samorządu fromborskiego. Sytuacja może nie wydawać się dziwna, bowiem po ostatniej decyzji Rady Powiatu Braniewskiego, która obniżyła staroście pensję niemal o połowę, podwładny starosty Krzysztofa Kowalskiego, jego zastępca, ma wyższe niż jego szef zarobki. We Fromborku taką decyzję wobec kierownika jednostki organizacyjnej także podjęła rad, tyle, że nie Rada Miejska, a Rada Nadzorcza. Konkretnie Rada Nadzorcza (w składzie: Waldemar Janusz Konopka, Michał Kubach oraz Halina Sobol) spółki z ograniczoną odpowiedzialnością Wodociągi Fromborskie. Tym samym dyrektor zarządu Wodociągów Fromborskich sp. z o.o., czyli Marek Jan Wróbel, co poświadczył w swoim oświadczeniu majątkowym, zarobił w roku 2010 łącznie niemal 121 tys. zł brutto, czyli średnio miesięcznie nieco ponad 10 tys. zł brutto (ok. 7 tys. zł netto).

Różnica w zarobkach pani burmistrz i dyrektora Wodociągów nie jest więc aż tak „drastyczna”, jak w przypadku starosty i jego zastępcy, ale mimo to i tak w skali miesiąca wynosi ok. 1 tys. zł brutto.

Wysokość zarobków dyrektora wodociągów skłoniła mnie do pewnych wyliczeń, a mianowicie do przeliczenia ilości metrów sześciennych wody, które muszą zużyć mieszkańcy gminy Frombork, żeby wypłacić panu dyrektorowi pensję. Przy cenie brutto z roku 2010 – 3,58 zł za metr sześcienny zużytej wody oraz 8,13 zł za metr sześcienny odprowadzonych ścieków (razem 11,71 zł) wyszło mi, że rocznie potrzeba ponad 10,3 tys. metrów sześciennych, miesięcznie zaś jest to ponad 850 metrów sześciennych.

Wydaje mi się, że tej wody dość dużo trzeba lać w gminie Frombork.



25
Musiałem kilka razy posłuchać i obejrzeć wypowiedź radnego Tadeusza Janowiaka podczas ostatniej sesji, gdy wypowiadał się wielce wzburzony przebiegiem sesji Rady Powiatu. No, musiałem kilka razy obejrzeć, bo nie mogłem uwierzyć, że wypowiada się on tak, a nie inaczej. A co mówił Tadeusz Janowiak? Mniej więcej tak:

– Od początku samorządów, od 98 roku takich cudów na tej Sali nie było. Ja byłem w tej radzie od początku i takich cudów nie było.Te cuda wy tworzycie. Robicie igrzyska. Bądźcie poważni choć w tym temacie.

Pan Tadeusz (znam go bardzo długo) wzburzony był zmianami, jakic
Read More
h dokonali radni m.in. obniżeniem prawie o połowę pensji starosty, obniżeniem diet radnych, a jednocześnie podwyższeniem diet wiceprzewodniczących rady i przewodniczących komisji z jednoczesnymi zmianami na tych funkcjach.

Przyznam, że mnie też oburzyło podniesienie diet wiceprzewodniczących rady oraz przewodniczących komisji. Wyszło na to, że odbyło się to kosztem diet radnych. Ale tylko to! Natomiast Tadeusza Janowiaka wzburzyło chyba wszystko, więc zaczął snuć opowieści o cudach i igrzyskach mających miejsce na sali posiedzeń Rady Powiatu.

Szkoda tylko, że pan Tadeusz nie zechciał wspomnieć cudów i igrzysk z przeszłości, gdy pod wodzą starosty Włodzimierza Kunca był ich współautorem. Śmiem twierdzić, że obecne cuda to mały pikuś w porównaniu z tymi, których współautorem w przeszłości był pan Tadeusz Janowiak. Dlaczego o nich nie wspomniał, choć w prasie były one szeroko rozpowszechniane? Trudno mi orzekać w tej kwestii, być może jest to przejaw tytułowej sklerozy albo też hipokryzji radnego Janowiaka. Albo też wstydził się o nich opowiadać i tylko dlatego „rozdzierał szaty” nad bieżącymi cudami i igrzyskami.

Oburzał się też radny Marek Sadowski (także, jak Tadeusz Janowiak, reprezentujący Przymierze Społeczne, czyli Polskie Stronnictwo Ludowe). Ten skupił się na zmianie na stanowiskach przewodniczących komisji oraz pensji starosty i jego zastępcy.

Zmianę na stanowiskach przewodniczących nazwał on „decyzją polityczną”. Taka była ona w istocie, bo szczebel powiatowy to jednak już jakaś polityka. Niemniej ciekaw jestem jak nazwałby radny Sadowski identyczną zmianę jaka dokonała się pod rządami jego kolegi partyjnego, starosty Włodzimierza Kunca? Decyzją humanitarną?

Obniżenie pensji starosty Marek Sadowski określił jako „formę upokorzenia obecnego starosty”. Można rozważyć taką możliwość, ale ja skupiłbym się raczej na tym, że jest to wycena realnej pracy starosty. Poza tym uważam, że wszyscy włodarze samorządowi (wójtowie, burmistrzowie starostowie) mają pensje zbyt wysokie (przynajmniej o 1/3) jak na warunki panujące w powiecie m.in. wysokie bezrobocie, biedę ludzi, brak możliwości znalezienia pracy. Natomiast każdemu włodarzowi, który trwale zmieniłby ten stan dorzuciłbym drugie tyle. Mówi się bowiem, zresztą całkiem słusznie, że państwo jest bogate bogactwem swoich obywateli. Ta sama zasada, moim zdaniem, powinna obowiązywać w samorządach.

Wspomniał także radny Sadowski, że rada powinna także obniżyć zarobki zastępcy starosty. No to ja mam taką uwagę: może pan Sadowski przeczyta w końcu ustawę o samorządzie powiatowym, z której dowie się (ale koniecznie musi przeczytać ustawę), że określanie wysokości zarobków wicestarosty, to wyłącznie kompetencja samego starosty, a nie Rady Powiatu. Zechce starosta obniżyć swemu zastępcy pensję, to to zrobi. Nawet bez pytania radnego Sadowskiego czy całej Rady Powiatu o zdanie. Takie prawo starosty.



Z poważaniem

Koteusz



Tekst pierwotnie został opublikowany na stronie TVBraniewo24 w dziale „Saloon Koteusza”



25


Fot. TVBraniewo24

Poseł Wojciech Penkalski nie zaniedbuje żadnej okazji, żeby przypiąć łatkę burmistrzowi Henrykowi Mrozińskiemu. „Prorokuje” mu nawet, że może trafić do więzienia.

Zarówno podczas uroczystości pożegnania braniewskich artylerzystów, jak i podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej poseł Penkalski nie tylko krytycznie, lecz wręcz napastliwie raczył „zauważyć” osobę burmistrza Mrozińskiego. A to zarzucił mu t
Read More
ylko korzystanie z grochówki wojskowej, a to zapowiedział rozliczenie burmistrza z budowy inwestycji w postaci krytej pływalni. Burmistrz podobno, gdy perspektywa zajadania się grochówka zaczęła się kurczyć, to artylerzystami przestał się interesować, natomiast na powstaniu basenu skorzystali podobno tylko i wyłącznie dobrzy znajomi Henryka Mrozińskiego. .

Czy poseł ma rację stawiając takie zarzuty burmistrzowi? Przyznam, że może jej nieco mieć. Ale nie będę rozwijał tego wątku. Wspomnę jedynie, że swego czasu mieliśmy w Braniewie podobną sytuację, gdy posłem był Andrzej Piotrowski, zaś na fotelu burmistrza zasiadał Tadeusz Kopacz. Wówczas także trwała wojenka na linii parlamentarzysta–samorządowiec. Wynikała ona wówczas bardziej chyba z różnic światopoglądowych obu panów, niż z osobistej niechęci, choć ta ostatnia także miała w tym konflikcie znaczenie.

Coś czuję, że w tej ostatniej „wojence” sprawy osobiste mają znacznie większe znaczenie niż w minionych latach. Wówczas nie było wcześniejszej rywalizacji pomiędzy Piotrowskim a Kopaczem o fotel włodarza miasta. Tym razem wybór Wojciecha Penkalskiego do Sejmu poprzedziła jego rywalizacja z Henrykiem Mrozińskiem o fotel burmistrza Braniewa. Wyniki tej rywalizacji są znane, więc nie ma potrzeby o nich wspominać. Zapowiedź ostrych wypowiedzi pod adresem burmistrza ze strony posła już była dziewięć dni po wyborach parlamentarnych. Wówczas w „Fakcie”, w tekście zatytułowanym: „Jebn...y prętem” poseł Palikota. Klnie jakby właśnie wyszedł z pudła, można było przeczytać m.in.:

Wojciech Penkalski po wejściu do Sejmu chce zrobić w Braniewie porządek. Z kim? Z burmistrzem i proboszczem. Bo to „klika, która obgaduje go z ambony”. – Musimy z Palikotem zrobić porządek w wielu takich mieścinach - mówi w rozmowie z dziennikarzem „Gazety Wyborczej”.

Dwa ostatnie wystąpienia publiczne posła Penkalskiego potwierdzają, zdaje się, że przystąpił on do realizacji swojej gazetowej zapowiedzi, przynajmniej w stosunku do burmistrza.

Mam nadzieję, że ta personalna wojna publicznie nie będzie w przyszłości zbytnio eksponowana. Wolę bowiem, żeby obaj panowie robili coś konkretnego dla miasta, jak i powiatu, niż uprawiali słowną szermierkę na łamach gazet, czy w przekazie telewizyjnym.

Niemniej na razie mamy wojnę. Jak rozwinie się sytuacja najbliższej przyszłości? Trudno przewidzieć. Mam nadzieję, że nie tak jak w piosence „Idzie wojna” wykonywanej m.in. przez „Armię”, „Siekierę” czy „Strachy na Lachy:

już po schodach płynie sobie

ciepła ludzka krew

karzeł ciągnie zwłoki kobiet

lubi damską płeć

matko moja spójrz przez okno

wszędzie śmierć i krew

idzie wojna idzie wojna

idzie krwawa rzeź



tam na polu leży głowa

gnije szczurza pierś

robol gwałci krokodyla

małpę gryzie pies

już się skrada już zabija

polny wampir gdzieś

będzie wojna będzie wojna

będzie krwawa rzeź



Z poważaniem

Koteusz



20
Tak zdaje się twierdzą o sobie przedstawiciele władz Unii Europejskie, Unii która ogranicza od przyszłego roku zakres działalności banków żywności.

Polskie Banki Żywności docierały do tej pory z pomocą żywnościową (przez ośrodki pomocy społecznej i organizacje pozarządowe) do ok. 2 mln ludzi, czyli ok. 5% naszego społeczeństwa.

W Polsce obszar ubóstwa obejmuje około 2 mln osób a 20% z tej liczby to dzieci. Z darmowych posiłków korzysta około miliona osób. Ods Nowego Roku może okazać się, że 800 tys. osób zostanie pozbawione darmowych posiłków.

Problem powstał na skutek spr
Read More
zeciwu 6 państw członkowskich: Niemiec, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Danii, Holandii i Czech, które nie chcą przeznaczać środków finansowych na realizację Europejskiego Programu Pomocy Żywnościowej. Osobiście mnie to dziwi tym bardziej, że program ten był korzystny gospodarczo i wspomógł wielu drobnych producentów i dostawców żywności. Warto zaznaczyć też fakt braku zainteresowania tym problemem rządu, mimo apeli wystosowanych przez Federację Polskich Banków Żywności.

W ramach tzw. pomocy społecznej ludzie otrzymywali 22 produkty spożywcze, wśród których było m.in. mleko, sery, konserwy mięsne, płatki, kukurydziane, ryż, olej, mąka, gulasz z kaszą, makaronem i wiele innych produktów. Przyznam, że miałem okazję spróbować wiele z nich – zachwalam ich jakość, a szczególnie mogę polecić owe gulasze z makaronem i kaszą – i prawie wszystkie one były oznaczone napisem, że pomoc finansowana jest także ze środków UE.

– Jak na razie, żadne oficjalne informacje o zmianie charakteru pomocy do nas nie dotarły, wiem o tym jedynie z mediów – powiedziała Janina Jachimowicz, dyrektor M–GOPS we Fromborku. – Na terenie miasta i gminy Frombork taką pomocą żywnościową objętych jest, w zasadzie na stałe, ok. 400 osób. Lista ta jest ciągle aktualizowana, lecz liczba praktycznie się nie zmienia od lat. [na terenie miasta i gminy mieszka ok. 3.800 osób – przyp. aut.]

Okazuje się, że Unia nie zamierza chyba więcej firmować produktów żywnościowych, gdyż od Nowego Roku banki żywności, a tym samym ośrodki pomocy społecznej – na podstawie Rozporządzenia Komisji Europejskiej nr 562/2011 przyjętego 10 czerwca br. – będą musiały w Polsce ograniczyć swoją działalność i oferować jako pomoc jedynie trzy asortymenty produktów spożywczych. Przedstawicielka PBŻ stwierdziła, że banki żywności w Polsce zaoferować będą mogły tylko mleko i sery, co spowoduje, że pomoc dotrze do zaledwie 400 tys. osób (w porównaniu do 2 mln, do których pomoc docierała dotychczas).

Przyznam, że bardzo ceniłem pomoc w postaci gotowych produktów żywnościowych i jeszcze jako dziennikarz starałem się ją propagować (nota bene z dobrym skutkiem) – pozwalało to uniknąć wielu nieprawidłowości, które miały miejsca przy udzielaniu pomocy w postaci finansowej.

Teraz okazuje się, że Unii nie podoba się taka pomoc – choć wiele organizacji stworzyło raporty o stanie niedożywienia ludzi w Polsce – i zarządziła Unia, że taką pomoc należy ograniczyć. Zapewne z powodu, by żyło się lepiej. Wszystkim.

Osobiście zamierzam wysłać do Brukseli paczkę, której zawartość będą stanowiły sery – żeby się głupki mieli do czego śmiać.



Z poważaniem

Koteusz

21




Podczas XI sesja rady Powiatu Braniewskiego starosta Krzysztof Kowalski udzielił braniewskiej telewizji krótkiego wywiadu. W materiale filmowym z sesji znalazły się 4 (słownie: cztery) zdania wypowiedziane przez starostę: Pozwolę je sobie zacytować:

W pierwotnym JAKBY zamyśle, konkursie zostało wyłonione logo, które było JAKBY podważone przez Urząd Marszałkowski, że jest JAKBY gdzieś tam podobne d
Read More
o loga, które już istnieją. W związku z tym postanowiliśmy procedurę wszcząć JAKBY od początku, i wyłonić JAKBY kolejny projekt, kolejne logo, które nie będzie budziło żadnych większych wątpliwości. I dlatego procedura ta została JAKBY powtórzona i logo zostało przyjęte. Mam nadzieję, że jest to wersja ostateczna i nie będziemy musieli drugi raz, trzeci raz powtarzać tych samych działań.

Pierwsze skojarzenie, które mi wpadło do głowy, to kolejny cytat, tym razem z „Zemsty” Aleksandra Fredry. Chciałem wręcz wykrzyknąć: Mocium panie cymbał pisze!

Kto zna tekst, temu przypominać sceny dyktowania listu do Wacława przez Cześnika (akt IV, scena 5) nie muszę, ale tym którzy zapomnieli lub nie znają sztuki jednak przypomnę.

Cześnik:

No, no – pisz waść – a dokładnie.

Bardzo proszę... mocium panie...

Mocium panie... me wezwanie....

Mocium panie, wziąć w sposobie,

Mocium panie... wziąć w sposobie,

Jako ufność ku osobie...

Mocium panie, awszmość pana;

Która, lubo mało znana...

Która, lubo mało znana...

Cóż to jest?!

Dyndalski:

Żyd, jaśnie panie.

Lecz w literę go przerobię.

Cześnik:

Jak mi jeszcze kropla skapie,

To cię trzepnę tak po łapie

Aż proformę wspomnisz sobie.

Czytaj waść.

No! jak tam było?

Dyndalski:

Bardzo proszę, mocium panie,

Mocium panie, me wezwanie,

Mocium panie, wziąć w sposobie,

Mocium...

Cześnik:

Niech cię czarci chwycą

Z tą pustą mózgownicą!

„Mocium panie” – cymbał pisze!

Dyndalski:

Jaśnie pana własne słowo.

Cześnik:

Milcz, waść! – przepisz to de novo,

„Mocium panie” opuść wszędzie.

Przyznam, że starostę poznałem osobiście całkiem niedawno podczas finałowej piątej rundy Mistrzostw Powiatu Braniewskiego w Biegu na Orientację, które odbywały się 22 października pod Fromborkiem. Podczas rozmowy ze starostą, fakt zupełnie luźnej i niezobowiązującej, Krzysztof Kowalski wypowiadał się całkiem sprawnie, nie wtrącając owego „jakby mocium panie”. Dlatego słysząc go wypowiadającego dla telewizji, byłem nieco zszokowany. Doszedłem do wniosku, że może krępują go występy przed kamerą. Na to jest jednak rada trzeba nieco popracować nad sobą i uświadomić sobie, że kamera ani reporterzy nie gryzą i skupić się na treści wypowiadanych zdań, a nie na kamerze.

Trzeba pamiętać, że takie kuriozalne konstruowanie zdań powoduje ośmieszanie się przedstawicieli władzy oraz urzędu, który reprezentują.

A tego zapewne przedstawiciele władzy by nie chcieli. Wyborcy także, bo przecież nie płacą podatków po to, żeby władza się ośmieszała.



Z poważaniem Koteusz





Tekst pierwotnie opublikowany na stronie TVBraniewo24 w dziale „Saloon Koteusza”



17
Za kilkanaście tygodni rząd Donalda Tuska uzyska ustawowe narzędzie cenzury Internetu. Praktycznie każdą, niewygodną dla władzy informację umieszczoną w sieci internetowej będzie można skutecznie zablokować, działając na wniosek „osoby fizycznej, osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej nieposiadającej osobowości prawnej”.

Taką możliwość przewiduje rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz ustawy kodeks cywilny. Obecnie projekt jest rozpatrywany przez Komitet Rady Ministrów, a następnie trafi do Sejmu.

Nowelizacja wprowadza dodatkowy r
Read More
ozdział 3a w ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Opisuje on „procedurę powiadomienia i blokowania dostępu do bezprawnych informacji”. Odtąd każdy, kto „posiada informację o bezprawnych treściach zamieszczonych w sieci Internet” będzie mógł zwrócić się do usługodawcy internetowego z wnioskiem o zablokowanie takiej informacji. O tym, co podlega pod definicję „informacji bezprawnej” decyduje wnioskodawca, zaś usługodawca może, choć nie musi przychylić się do jego wniosku. Na decyzję o zablokowaniu informacji, użytkownik sieci internetowej będzie miał możliwość złożenia sprzeciwu.

Nietrudno się domyśleć, do czego w praktyce zmierza ten przepis. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy użytkownik - bloger portalu internetowego zamieszcza wpis zawierający sensacyjnie brzmiącą informację dotyczącą działań któregoś z polityków grupy rządzącej, opis afery z podaniem nazw podmiotów gospodarczych lub wzmiankę na temat poczynań służb specjalnych.

Natychmiast po pojawieniu się takiej informacji, osoba uprawniona – w tym przypadku polityk, zarząd firmy lub szef służb, może zgłosić do usługodawcy internetowego (właściciela portalu) wniosek o zablokowanie dostępu do wpisu, uzasadniając iż zawiera on „bezprawną informację”. Wniosek elektroniczny zostanie złożony na formularzu określonym przez „ministra właściwego do spraw informatyzacji” i będzie zawierał m.in. oświadczenie uprawnionego o braku autoryzacji treści zamieszczonych w Internecie lub braku „zgodności z prawdą przedstawionych informacji”.

Ilu usługodawców internetowych oprze się takiej interwencji lub odważy się sprzeciwić opinii przedstawiciela władzy? Jeśli polityk lub urząd składający wniosek stwierdzi, że zawarta w sieci informacja „nie jest zgodna z prawdą”, łatwo przewidzieć, że właściciel portalu da wiarę ich zapewnieniom i dla własnego bezpieczeństwa zablokuje „niebezpieczną” treść rozpowszechnianą przez anonimowego blogera.

Ustawa przewiduje, że w przypadku prawidłowego wniesienia wniosku, usługodawca – administrator portalu niezwłocznie może „zablokować dostęp do treści bezprawnych oraz przesłać usługobiorcy, w terminie 7 dni roboczych od dnia zablokowania dostępu, uzasadnienie blokowania bezprawnych treści”. Usługobiorca, np. bloger ma wówczas możliwość złożenia sprzeciwu od decyzji administratora. Musi to jednak uczynić w ciągu 3 dni, a w sprzeciwie musi zawrzeć wyjaśnienia o „posiadaniu zgody uprawnionego na zamieszczenie informacji w sieci Internet” lub wykazać, że działał „w ramach dozwolonego użytku”.

(…)

Warto przy tym zauważyć, że włączony do ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną nowy rozdział 3a, jest w pełni autorskim pomysłem rządu Donalda Tuska. Przywołana dla uzasadnienia nowelizacji unijna Dyrektywa 2000/31/WE nie zawiera bowiem procedury blokowania informacji, pozostawiając jej określenie państwom członkowskim. Co istotne – w unijnych przepisach procedura blokowania dotyczy „informacji, które naruszają prawa lub przedmiot działalności uprawnionego” i odnosi się wyłącznie do utworów chronionych prawem autorskim. Chodzi zatem o plagiaty oraz publikowanie w sieci utworów bez zgody autora.

Rząd Tuska w oparciu o te przepisy dokonał interpretacji rozszerzającej i wpisał do ustawy procedurę umożliwiającą blokowanie wszystkich „bezprawnych informacji” - uzurpując sobie przy tym prawo decydowania, co jest lub nie jest taką informacją.

Nie ma wątpliwości, że wprowadzenie w życie nowelizacji ustawy pozwoli rządzącym na skuteczną i „zgodną z prawem” cenzurę treści internetowych.

Aleksander Ścios

Tekst jest publikowany za zgodą autora.