Kiedy Wałęsa kłamie? Nie wiem, ale coś mi tu śmierdzi! Braniewo News
reklama
4
Na swoim blogu Lech Wałęsa naskoczył oczywiście na Cenckiewicza i wyrzygał mu dziadka z UB. Jednocześnie ma pretensję do niego, że nie opisał dokonań byłego prezydenta, choćby akcji podczas strajku w 1970 roku.



Wydźwięk obu opisów jest tak różny, że zastanawiam się, kiedy Wałęsa kłamie. Czy dzisiaj? Czy też opisując ową akcję w swojej książce Droga nadziei? Nie będę tego jednak rozstrzygał, proszę poczytać i porównać (tekst bezpośrednio o akcji w obu przypadkach zamieszczam oddzielony).



Najpierw tekst z bloga.



Coś podobnego

03.12.2008 o 16:31

http://www.mojageneracja.pl/1980

Cenckiewicz tak wychowany z dziadka UB wierzy w ich dzieło i ich opisy , nie jest wstanie uwierzyć w przeciwników dzieło i ich relacje .



*************************

Dlaczego n/p nie wyjaśnił moją pierwszą w życiu wspaniałą akcję wdarcia się na Komedę MO i błyskawicznego pertraktowania z Komendantem osiągając zwolnienia więźniów , Stoczniowców aresztowanych przeddzień .

*************************



Podobnych brawurowych akcji w moim życiu było wiele ,ale wszystkie Centkiewicz pominął .

Głównego świadka uśmiercił , dziś wiadomo dlaczego , by świadek nie powiedział prawdy .

Jeszcze jeden świadek ten świadek w opisie tamtych w zmagań wpłynąłby na zwiększenie szans od początku nie niszczenia wielkiego mądrego zwycięstwa , na likwidacje pomówienia ,na nie powstawanie gnioty książek i filmów .

Jest nie możliwe , nieprawdopodobne by nie odnalzał głównego świadka , czy relacji jego rodziny .

Wiec od początku perfidna , zdradliwa , nieuczciwa walka wnuka ubeka Cenckiewicza i spółki.



A teraz tekst z książki: Droga nadziei Wydawnictwo ZNAK, Kraków 1990, str. 58



Wtedy widzę, że grupa, która poszła skosem, już dochodzi na wysokość wiaduktu, przez który jadą tramwaje. Idzie milicja i ludzie. Zatem jakieś zmiany, nastawienie pokojowe. Biegnę. Dogoniłem tę grupę milicjantów. Mówię do nich, żeby się wycofali. Przecież pod Stocznią przed chwilą było mniej więcej tylu milicjantów i dostali od nas. Po co mają dostać i oni. Niechaj nas spokojnie przepuszczą. My idziemy po zatrzymanych robotników ze Stoczni. Odbierzemy swoich ludzi bez walki. Po co mamy się bić?



*************************

Oni słuchają, jak gadam. Nie zauważyłem jak wszedłem do komendy milicji na Świerczewskiego. Pomyślałem sobie skoro tu jestem, to dowiem się, kto tu dowodzi. Odpowiedziano mi, że na trzecim piętrze jest gabinet dowodzenia. Mówię, żeby mnie tam zaprowadzono; wchodzę. Jest jakaś radiostacja, jest dużo ludzi. Mówię, że przyszliśmy po naszych, tutaj zatrzymanych. Jeśli zostaną zwolnieni, to wszystko zakończy się spokojnie, bo my nie chcemy walki.

W tym czasie tłum dotarł już przed budynek komendy. Rzuca kamieniami, lecą szyby. Podano mi skądś tubę. Staje w oknie. Wyrzucam kask i kartę zegarową. Miałem je przy sobie, ponieważ było rano, a wyrzucając je, chciałem, żeby ludzie rozpoznali, że ja też jestem ze Stoczni. Zawołałem: Stójcie!

Tam było bardzo dużo moich kumpli. Liczyłem na to, że mnie poznają. Na moment udało mi się uciszyć ludzi. Powiadam, że milicja się zgadza wypuścić naszych i nie będzie z nami walczyć.

Ponieważ nie znam zatrzymanych, proszę, żeby ktoś do mnie przyszedł i ich odebrał. Ludzie się ucieszyli, ale to trwało bardzo krótko. Cała obsługa milicji podeszła do okien i patrzy. Ale powtarzam, to trwało bardzo króciutko. Dowódca prawdopodobnie nie zdążył wydać rozkazu do tyłu. Milicja na dole z dwóch stron naciera na stoczniowców, wprost zamyka ten tłum, jakby w klamrę. Teraz z gromady ludzi padają pod moim adresem słowa: zdrajca, świnia. Sądzą, że ich oszukuję. No i nie trwało to sekundy, jak tysiące kamieni poleciało w okna. Milicjanci stojący w oknach są zaskoczeni. Są wśród nich ranni. Leje się krew. Byłem u góry i dlatego kamienie mnie nie dosięgnęły. Zrozumiałem, że tę akcję przegrałem.

*************************