reklama
4
Jak to przy granicy - co jakiś czas "wybucha" historia tego typu. Prasa opisuje wierzchołek góry lodowej? Hym, jest tajemnicą poliszynela, że pare osób w mieście dorobiło się na przemycie i to kusi następnych.
5
Próżno szukać informacji dotyczących procedury skladania podań o nowy dowód osobisty w na stronach Urzędu Miasta Braniewa, próżno szukać godzin pracy odpowiedniej komórki w/w urzędu. Jeśli ktoś sie pojawi przed ósmą to i tak wszystkiego na raz nie załatwi - bo bank zaczyna pracę po ósmej (trzeba uiścić opłatę). Jeśli ktoś się pojawi po 15-tej tez wszystkiego nie załatwi bo ta komórka Urzędu jest czynna do 15-tej. A może by tak choć jeden dzień w tygodniu godziny pracy do 17-tej?



PS."Urząd jest po to by zatrudnieni tam urzędnicy mieli pracę"
6
Gmina Braniewo. Cegiełki na granicy

Dobrowolność wymuszana?

Zapowiedziana przez wójta Henryka Mrozińskiego sprzedaż cegiełek, z której wpływy przeznaczone są na gminne inwestycje, trwa już kilka tygodni. Niewysoka cena 2 zł, a także kolorowy druk ma stanowić zachętę do składania datków przez podróżnych przekraczających granicę. Okazuje się jednak, że informacji o dobrowolności zakupu cegiełek brakuje na kwitach. Nie informują o tym także jakiekolwiek tablice, ani inkasenci.

Po obejrzeniu kwitu jest on przez funkcjonariusza Straży Granicznej przedzierany na pół zapewnia
Read More
często przekraczający granicę w Gronowie, mieszkaniec Braniewa. Pogranicznicy dopytują się o cegiełki, a sprzedający je nie informują, że wykupienie ich jest dobrowolne. Informacja nie widnieje też na żadnej z tablic ustawionych w pobliżu przejścia relacjonuje braniewianin.

Funkcjonariusze dopytują się o cegiełki tylko w celach statystycznych zapewnia mjr Franciszek Jaroński, rzecznik prasowy komendanta WarmińskoMazurskiego Oddziału Straży Granicznej. Robimy to na prośbę wójta Mrozińskiego.

Nie wiadomo natomiast, po co Straż Graniczna prowadzi owe statystyki. Wydrukowane kolorowe cegiełki są numerowane. O liczbie wykupujących mogą informacje wójtowi przekazywać sami inkasenci. Zaś o liczbie przekraczających granice w Gronowie chętnie informuje straż graniczna. Pytania funkcjonariuszy SG o cegiełki sugerują wielu przekraczającym granicę obowiązek zakupu. Przypomina to niedawną jeszcze sytuację w Mamonowie, gdzie nakazem władz tego miasta pobierano na granicy opłatę sanitarnoekologiczną. Działania te okazały się bezprawne i zaniechano stosowania ich.

Inny podróżny zwrócił uwagę na barierki ustawione na jezdni [po telefonie z redakcji pachołki zostały usunięte przyp. aut.] oraz ludzi sprzedających cegiełki, ubranych w pomarańczowe stroje.

Ktoś tutaj wkracza chyba w kompetencje np. policji sugeruje podróżny. Istnieją przecież przepisy mówiące o instytucjach uprawnionych do kierowania ruchem. Wiem, że należy to zgłosić i uzyskać zezwolenie.

Istotnie, sprawy te szczegółowo wyjaśnia Prawo o ruchu drogowym, a także rozporządzenia ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprawie: kierowania oraz kontrolowania ruchu drogowego. Żaden z paragrafów w/w przepisów nie wspomina o gminnych inkasentach. Wymienia natomiast zbliżoną formację mianowicie strażników straży gminnych (miejskich), ale ta w gminie Braniewo nie istnieje.

Henryk Mroziński, wójt gminy Braniewo, uważa natomiast, że forma sprzedaży cegiełek jest przejrzysta i nie posiada ona znamion wymuszania. Powiedział również, że stowarzyszenie sprzedające je nie ma obowiązku zamieszczania na blankietach informacji o dobrowolności zakupu.

Na poruszanie się naszych pracowników w obrębie jezdni mamy zezwolenie z Zarządu Dróg Krajowych powiedział Jerzy Maziarz, sekretarz gminy, jednocześnie prezes stowarzyszenia. W tym tygodniu, żeby poprawić warunki odprawy, planujemy postawić w Gronowie m.in. śmietniki oraz ogólnodostępne toalety.

Biorąc pod uwagę m.in. stanowisko wójta redakcja uważa, że badając przestrzeganie przepisów prawa powinny bliżej przyjrzeć się operacji cegiełka (mimo bezsprzecznie szlachetnych założeń), uprawnione do tego instytucje.

Krzysztof Jacek
6
W dzień podobny do tego, w dzień skłaniający do pogłębionych refleksji, zaczynamy zastanawiać się nad sensem swojej wegetacji, posypujemy głowę popiołem i robimy sobie rachunek sumienia.



Rachunek jest krótki, jak ten dzień i już następnego, przystępujemy do życia według starych przyzwyczajeń. Znowu powracają w nas upojne nawyki do niefrasobliwości, znowu nie przejmujemy się NICZYM i, jak przedtem, opędzamy się od natręctwa cudzych zmartwień.

2



Umówiliśmy się, że będziemy dożywotnio zdrowi, bez przerwy młodzi, na umór szczęśliwi i wprost kwitnący.


Read More
/>A przecież jesteśmy społeczeństwem coraz starszym; to, że pierniczejemy z wiekiem, jest faktem znanym od początku świata.



W czasach faraonów, Cyncynata lub Napoleona, był to proces normalny. Jednak teraz jest inaczej, teraz staramy się nie mówić o swojej starości(mówienie o śmierci CUDZEJ, przychodzi nam z mniejszymi oporami!).



O śmierci, jako biologicznej konsekwencji naszego życia, mówimy niechętnie. Tak samo, jak o pozostałych tematach trudnych, wstydliwych, pomijanych ze strachu przed prawdą.



Staramy się nie myśleć, że zdziecinnienie może dotknąć też nas. Że i nas czeka to, przed czym się bronimy. Kurczowo, lecz nadaremnie. Co jest zabawne, no bo jak człowiek, w pełni władz umysłowych, może udawać, że nie ma czegoś, jak to coś jest?
6
Każdy z nas, gdy otwiera oczy i wstaje lewą nogą z łóżka, uświadamia sobie, gdzie jest, kim jest, co go czeka. I ogarnia go rezygnacja; jak mokra ścierka, oblepia mu świat, a wszystko jest spocone, przerażone i nie ma końca.



Zostaliśmy nauczeni pesymizmu. Do perfekcji opanowaliśmy wygodną sztukę poddawania się. Ucieczka, chowanie głowy w piach, to nasze metody ratunku, nasze chwytania się brzytwy.



Obezwładnia nas, paraliżuje świadomość bezsensu podejmowania walki. Przekonanie, że niczego robić warto, nie ma z kim, że to daremny trud.



Każdy z nas chętnie
Read More
by coś w tym swoim życiu zmienił na lepsze, każdy by był za jakąś normalnością, ale nie lubimy wybiegać przed orkiestrę, wyrywać się z przedwczesnym entuzjazmem, wolimy przyjść na gotowe, i ustalone, życzymy sobie dołączyć do tłumu, a nie do garstki, bo dołączyć się bez pewności zwycięstwa, to dla wielu z nas zbyt wielkie ryzyko.



Czekamy na sygnał, na znak. Lecz znak da późny wnuk dopiero.

...każdy z nas jest jak gdyby patriotą (jakkolwiek są i tacy, co sądzą, że bycie patriotą w czasach dzisiejszych, równoznaczne jest z byciem idiotą).
5
Jak podaje hacking.pl:



"Gdy haker o nicku Chujwamwdupe opublikował w ubiegłym tygodniu przykładowy kod wykorzystujący lukę w pakiecie biurowym Microsoft Office 2003, mogłoby się wydawać, że zrobił to złośliwie.



Chujwamwdupe żali się, iż 'Niestety, Microsoft odmówił imiennych podziękowań pod adresem pseudonimu, który podał.'

"



Ciekawe jak to by brzmiało po chińsku albo lepiej jak by był to chińczyk o takiej ksywce której inaczej nie dało by się wymówić i napisać :)



pzdr
5
W ostatnim czasie głośno zrobiło się o reformie sądownictwa i prokuratury. Zajmę się sygnalizowanym zjawiskiem ucieczki prokuratorów do innych zawodów.

W mediach ukazały się (m.in. w Rzepie ciekawa seria artykułów na temat reform planowanych przez ministra Ćwiąkalskiego, w tym krytyczna ich ocena Igora Janke) teksty informujące o ucieczce prokuratorów do innych zawodów. Wedle Rz [http://www.rp.pl/artykul/93471.html] w ostatnich sześciu latach, z powodów innych niż przeniesienie w stan spoczynku, z zawodu odeszło 205 prokuratorów. W tym samym tekście, jako zasadniczy powód ubywania kadr
Read More
prokuratorskich wskazywana jest ingerencja przełożonych w prowadzone sprawy; podłożem tego mają być polityczne naciski wywierane na prokuratorów.



Ośmielam się w tym momencie przeciwstawić takim poglądom. Owszem polityka ma jakiś wpływ na działania prokuratur, ale nie aż tak przeogromny. Wtykanie nosa przez przełożonych tak, to jest istotny powód. Lecz absolutnie nie wynika to z nacisków politycznych.



Podstawowym problemem z tym związanym jest pewien układ, nazwijmy go np. towarzyskoorganizacyjny.



Taki szef prokuratury obojętnie: apelacyjnej, okręgowej czy rejonowej przecież też człowiek. Żyje w jakimś określonym środowisku (im mniejsze, tym układ ma większy wpływ na jego życie). Poza godzinami pracy musi przecież cos robić np. oddawać się przyjemnościom, hobby jakiemuś, wypijać w jakimś towarzystwie, dajmy na to, kawę lub inne napoje gazowane lub niegazowane. Ale przecież nie będzie codziennie pędził do Warszawy albo innego Trójmiasta, żeby mile spędzić popołudnie czy wieczór lub dni świąteczne. Obok niego też żyją wszak ludzie i to na stanowiskach np. wójtowie, burmistrzowie, starostowie, prezydenci czy wielu innych.



A jeżeli szef prokuratury np. zapałał miłością do polowania na zwierzynę, a do tego (znakomicie się składa) jego kolega starosta jest szefem koła łowieckiego i może mu ułatwić zaznanie przyjemności łowów na zwierzynę (nawet bez stosownych uprawnień, te zrobi się później)? Nie skorzystać? Grzechem by to wprost było! Udają się więc pewnego niedzielnego ranka na polowanie, prokurator dzierży w ręku użyczoną przez starostę fuzję, widzi, że krzaki w pobliżu poruszają się (dzik jakiś albo inne groźne zwierzę na pewno się czai na niego), mierzy i strzela. Trafiony! Tyle, że nie zwierz, lecz uczestnik nagonki syn jednego z myśliwych; na szczęście niegroźnie. Eee, nie martw się mówi starosta To nic groźnego, pare śrucin. Załatwię to bez rozgłosu uspokaja włodarz powiatowy. Sprawa skrywana jest pod tzw. dywan (No! Przecież to sam szef prokuratury, nie należy mu bruździć!) i przyjaciele rozstają się starosta wielce zadowolony (Pokazałem mu, że mam władzę i potrafię takie rzeczy sprawnie wyciszyć!), a prokurator nieco zdenerwowany, bo co by było gdyby przełożeni dowiedzieli się o takim ekscesie.

Panu prokuratorowi jednak incydent tkwi w pamięci, ale sam się uspokaja: Przecież starosta zapewnił, że sprawa nie ujrzy światła dziennego, będzie dobrze. A starosta okazuje się jednak wrednym typem tylko czeka okazji: No wiesz, serdeczny kolega wójt z tej samej partii jesteśmy ma kłopoty, ktoś się go czepia i jakieś donosy pisze. Weź z łaski swojej wytłumacz podległym ci prokuratorom, że jest niewinny, a ludzie są złośliwi. Wiem, że możesz np. tak jak ja z tym postrzeleniem. Pamiętasz? napomyka o zdarzeniu podczas polowania. Co robi prokurator? Ulega sugestiom kolegi starosty w obawie o swoja karierę w wymiarze sprawiedliwości.



Opisywana sytuacja jest hipotetyczna? Mam poważne wątpliwości, że jednak nie!



A gdzie sprawiedliwość, ktoś zapyta? Jest oczywiście! Tylko nie dla wszystkich!
7
Wykształcenie wpływa na poziom życia. Wykształcenie umożliwia zadawanie pytań, poszerza wyobraźnię, zwiększa horyzonty. Można powiedzieć w skrócie: pobudzanie w kimś chęci poznania, zaszczepianie w nim ciekawości, wrażliwości, bezustannego głodu na świat, tworzenie mu warunków do zdobywania wiedzy, jest...u c z ł o w i e c z a n i e m. Procesem nieustannego rozwoju. Nauką tolerancji wobec nieznanych zjawisk, a także wobec innych ludzi.



Tyle wstępnego marudzenia.



Zobaczmy teraz, co dzieje się z tymi, którym los odmówił szansy intelektualnego rozwoju.



Nau
Read More
ka zostaje przerwana. Z różnych powodów: z braku ciekawości, z nadmiernego lenistwa, balangowego charakteru, pychy, umysłowej apatii może.



Przestajemy interesować się dalszym kształceniem, rzucamy szkołę, mamy gdzieś studia, zaczynamy uprawiać tak zwaną samodzielność, pędzić niezależną wegetację, latać własnymi drogami. W konsekwencji rodzą się nasze problemy z otaczającą rzeczywistością.



Coś tam odczuwamy, lecz nie wiemy, co. Brak nam słów, skojarzeń, nie umiemy określić, zdefiniować swoich marzeń, tęsknot i realnych pragnień. Czegoś byśmy chcieli, lecz konkretnie czego, nie potrafimy wyrazić, nie wiemy, jak nazwać to, co widzimy, co nas boli.



To, jak postępujemy i kim jesteśmy, zależy od środowiska, w którym przebywamy. Jeżeli od urodzenia byliśmy uczeni niepoznawania innego świata, prócz świata pozorów, prócz złudzeń powstających z lęku, jeśli wegetowaliśmy pośród otaczających nas, z grubsza ciosanych przedmiotów i żyliśmy nie mając dostępu do prawdziwego piękna, to skąd mieliśmy dowiedzieć się, że obok intryg i egoizmu, istnieje subtelność i wrażliwość? Jak mamy być delikatni i kulturalni, jeśli nie wiemy, że pomiędzy tak uświęconymi

w a r t o ś c i a m i, jak fura, piwko i laski, istnieje Mozart i bywają niezrozumiałe tęsknoty?



Ale wystarczy urodzić się nie w otoczeniu awantur o pietruszkę, wystarczy móc chodzić do muzeum, widzieć na jego ścianach nie ramy i gwoździe, a obrazy i rozmawiać z ludźmi mającymi coś istotnego do przekazania, by dostrzec, jak wiele jest do nauki.



Są to jednak powody błahe, powody uaktywnione przez bezmyślność i nie o takich chciałbym tu rzec. Chciałbym tu rzec o tym, gdy te poznawcze procesy zostają przerwane r a p t o w n i e, gdy nie są spowodowane brakiem wyobraźni na własne życzenie, gdy dotykają ludzi chorych.



Choroba nie wybiera. Uderza na oślep i zmienia nas, niszczy, wywraca wszelkie nasze plany. Uczyliśmy się, mieliśmy przyjaciół, było z kim pogadać od serca i do rzeczy. W jeden dzień przestajemy chodzić gdziekolwiek, przyjaciele mają alergię na nasz widok, a szkoła jest utopią.



Zostaliśmy rencistami. Renta jest niewysoka, bo pracowaliśmy za krótko. Jest wystarczająco niska, byśmy nie mieli za co się leczyć. Ot, w sam raz taka, by utrzymać przy życiu - nieboszczyka.



Nie stać nas nie tylko na lekarstwa: są książki, są gazety, jest teatr, czasem dobry, czasem bylejaki, ale jest i zdrowi ludzie mogą do niego pójść. Mogą też pójść na wystawę, uczestniczyć w kulturalnych wydarzeniach, być na bieżąco.



Chorego to nie dotyczy. Chory nie ma żadnych praw poza prawem do rozkładu. Te, które są, są równie śmieszne, jak prawo budowlane. Jakie mamy wyjście? Odpowiadam: leżeć i czekać, aż się decydentom rozwidni od sufitem.



Przyzwyczailiśmy się do bezwładu i niektórym jest z tym dobrze. Dobrze im, jak nic się nie dzieje, jak nikt od nich niczego nie żąda. Prowadzą życie osiadłe, bagienne, wymoszczone świętym spokojem. Należą do sekty osób z lukami w edukacji, do kasty dygnitarzy - niewrażliwców. Do ludzi bez ikry.