reklama
8
VIP-y przy korycie

Od roku 1990, czyli od chwili dokonania zmiany ustrojowej naszego kraju, na różnych szczeblach władzy samorządowej (w miarę upływu czasu) bardzo często pojawiają się te same persony. A to na stołku wójta, burmistrza czy też sekretarza gminy, albo na stanowisku kierownika jednostki organizacyjnej samorządu lub kierownika wydziału. Okazuje się, że gdy raz osobnik zaistniał na jakimś prominentnym stanowisku, to już trudno mu zniknąć nawet gdy okazał się całkiem niekompetentny ze sceny kadrowej samorządu.

Nie można by było mieć pretensji, gdyby ważna persona, czy
Read More
li tzw. VIP, okazała się osobnikiem przydatnym, tworzącym na zajmowanym stanowisku dobrą jakość pracy urzędnika, posiadającą odpowiednie kompetencje. Ale gdy zajmuje stanowisko tylko dlatego, że ma układy? Albo dlatego, że siła polityczna, czy też raczej układ towarzysko-interesowny (jeżeli chodzi o samorząd na szczeblu powiatu), postanowiła go lub ją wydelegować do zajmowania kluczowego stanowiska w samorządzie? To już wielka przesada!

Uznać jednak należy, że owe układy towarzysko-interesowne, są jednak rzeczywistością powiatową. Wobec tego podsuwam nie roszcząc sobie pretensji do autorstwa pomysłu ideę stworzenia z tej grupy osobników realnej siły politycznej. Proponuje zatem powołanie partii o nazwie KORYTO, a jej liczebność szacuję na przynajmniej kilkaset tysięcy członków. Proponuję także zgrabne hasło wyborcze: Wyprzedzimy wszystkich o pół ryja. Trzeba jednak się z powołaniem partii mocno spieszyć, bo być może najbliższe wybory parlamentarne odbędą się w tym roku. Taka siła może okazać się czarnym koniem w wyścigu wyborczym! A po sukcesie w wyborach parlamentarnych przyjdzie kolej na sukces w wyborach samorządowych.
9
Standardem w Europie jest, że urzędnik służy petentowi, który odwiedza urząd. W Niemczech np. idąc załatwić sprawę w jakimkolwiek urzędzie możemy liczyć na to, że urzędnicy poczęstują nas kawą czy też herbatą, posadzą w wygodnym fotelu, wysłuchają, a następnie prosząc nas o chwilkę cierpliwości sami pobiegną z naszymi papierami pod ręką do sąsiednich pokoi i załatwią sprawę jak należy. Standardową procedurą jest też informowanie każdego petenta o procedurach i możliwościach załatwienia sprawy bez zbędnej zwłoki, wymaganych dokumentach itp. W owych Niemczech petent nie musi biegać po piętrach,
Read More
żeby w końcu któryś z urzędników poinformował go o procedurach. Praktycznie sprowadza się to do tego, że przychodząc do urzędu nie musimy odwiedzać kolejnych pokoi, gdyż sprawę załatwia za nas jeden urzędnik. Widocznie w Niemczech urzędnicy mają świadomość tego, że ich pensje pochodzą z podatków płaconych przez petentówpodatników, że wobec społeczeństwa pełnią oni rolę służebną.



Wydawałoby się, że w Polsce, po wejściu do Unii Europejskiej, obowiązywać zaczną te same procedury. Okazuje się jednak, że "Polska, to taka dziwna kraj", gdzie dobre zasady muszą przez szereg lat (a może nawet dziesięcioleci) przebijać się z trudem, aż zostaną uznane za normę. U nas urzędnik, to pan! A petent, który odwiedza urząd, to "natręt", który tylko przeszkadza urzędnikowi w pracy. Nie dziwią większości z nas (a szkoda!) wypowiedzi urzędników w stylu: "wszelkie niezbędne informacje były zamieszczone na tablicy ogłoszeń", "pan przyjdzie jutro, bo pani Jadzia jest na urlopie", "niech pan idzie do pokoju obok, to może tam pan to załatwi", czy też klasyczne, filmowe "nie widzi, że jem śniadanie" itd.



Niemal w każdym urzędzie na terenie powiatu zdarzają się przypadki, że petent musi dobijać się o informacje, a urzędnicy nie kwapią się z samodzielnym ich udzielaniem. Urzędnicy skarżą się często, że mieszkańcy, których obsługują są nerwowi, nie panują nad emocjami, zachowują się agresywnie. Ciekawe jak by się zachowywali ci sami urzędnicy, gdyby ich pozbawić pracy, zasiłku dla bezrobotnych i kazać im utrzymywać rodzinę z zasiłku przyznawanego "z łaski", po wielu bojach i pokonaniu swoistego slalomu po korytarzach urzędu? Czy nie mówiliby wówczas np., "że ten pierdzistołek nie chce ruszyć tyłka"?

Wizyta petenta w urzędzie wcale nie musi być dla niego przykrością, stresem, czy powodem do obaw, że pan urzędnik, czy też pani urzędniczka, obrażą się!

Ale przecież Polska, to jeszcze taka dziwna kraj.
9
Zdaje się że oficjalny, przyklepany plan jest taki - nowa spółka przejmuje majątek i pracowników, a SPZOZ Braniewo z długami zostaje postawiony w stan likwidacji.



Przy obecnej żałosnej sytuacji finansowej (nie płacą wynagrodzeń) i kadrowej (pierwsze implikuje drugie tzn. część lekarzy odeszła, część zapowiada odejście) Szpital może nie dotrwać jako funkcjonująca instytucja (której zadaniem jest leczyć, ba ratować życie).



Co najgroźniejsze, ten wariant zakłada, że przestaje działać pogotowie ratunkowe, które jest cześcią szpitala - wówczas faktycznie życie mieszkańców
Read More
powiatu zostaje zagrożone - co z ludzimi z wypadków?, co z mieszkańcami wymagającymi natychmiastowej pomocy lekarskiej? Czas dojazdu pogotowia z Elbląga w niektóre częśći powiatu, może się okazać stanowczo za długi by uratować kogoś, ktogo dałoby się uratować gdyby pomoc przyszła wcześniej.



Tu pytanie - czy Starostwo jest przygotowane na taki wariant?



No dobrze załóżmy, że na wpół-funkcjonujący szpital dotrwa do przekształcenia. Czy będzie szło ku lepszemu? Wątpię. Do tego potrzeba pieniędzy, sprawnego menadżera i planu. Ba, w założeniu nowa "firma" ma przynosić zysk.



Postawa Starosty - "który nic nie może zagwarantować, nic nie może obiecać" - może wynikać z czystej interesowności, po prostu jeśli szpital "zdechnie" to smakowite jego kąski(ZOL, Pogotowie Ratunkowe) będzie mogla przejąc inna firma - niekoniecznie "spółka-nowy szpital" a np. jakaś inna z udziałem p.Dziąga, jego żony np. powstała na bazie szkoły na ul. Szkolnej, a może poprostu jakaś inna firma która wygra ogłoszony przez Starostwo przetarg?. Obym sie mylił.
9
Niektórzy złośliwi twierdzą, że krócej byłoby wymieniać samorządowców z terenu naszego powiatu, którzy ni są uwikłani w różnego rodzaju sprawy sądowe lub prokuratorskie. Ale tak twierdzą złośliwi. Mimo wszystko krócej jest jednak wyliczyć tych, którzy trafili w "młyny sprawiedliwości". Śmiało jednak można założyć, że w prezentowanych informacjach znajdują się jakieś luki.



Oskarżonych o pomówienie, czyli o przestępstwo z art. 212 kodeksu karnego, jest dwoje samorządowców: Krystyna Lewańska, burmistrz Fromborka oraz Stanisław Popiel, wójt gminy Lelkowo. Są to sprawy toczące się z
Read More
oskarżenia prywatnego.



W pierwszym przypadku chodzi o treści zawarte w ulotce rozpowszechnianej w trakcie kampanii wyborczej, gdzie użyte określenia naruszały dobre imię grona przeciwników wyborczych K. Lewańskiej, skupionych wokół jej kotrkandydatki do fotela burmistrza. Sprawa jest w toku.



Natomiast jeżeli chodzi o włodarza Lelkowa, to sprawa ta wróciła do ponownego rozpatrzenia do braniewskiego sądu rejonowego po apelacji w Sądzie Okręgowym. Podczas pierwszego "podejścia" Sąd Okręgowy podzielił zdanie Sądu Rejonowego i całkowicie uniewinnił wójta Lelkowa z zarzutów, ale oskarżycielka prywatna złożyła w Sądzie Najwyższym kasację wyroku. W wyniku kasacji SN wytknął liczne błędy (przede wszystkim naruszenie prawa materialnego) popełnione przez SO, a ten "ochrzaniony" przez wyższą instancję, zdecydował skierować sprawę do ponownego rozpatrzenia przez SR w Braniewie.



Inni samorządowcy, wobec których toczą się sprawy karne (tym razem ścigane z oskarżenia publicznego czyli wniesione przez prokuratora) w braniewskim Sądzie Rejonowym to m.in.: Andrzej Smyk, radny powiatowy prokurator miał wątpliwości o do obrotu zbożem przez radnego, a także kilku innych oraz Jerzy Welke, dyrektor braniewskiego Powiatowego Urzędu Pracy tym razem prokurator miał zastrzeżenia, co do prawidłowości procedur związanych z udzielaniem pożyczek z funduszu pracy. W tej ostatniej sprawie na ławie oskarżonych zasiada także Włodzimierz K., były starosta braniewski, jak również osoby, którym pożyczki były udzielane.



Drobną sprawę (bo jest to tylko postępowanie prokuratorskie) ma Marek W., kierownik ZWiK we Fromborku, który miał wygłaszać groźby karalne pod adresem petenta, aby zmusić go do określonego zachowania. Skądinąd wiemy, że pan Marek W. zapowiadał, że kopnie tego petenta w tylną część ciała.
8
Nie chciałbym być złym prorokiem, ale ta samorządowa kadencja może w swoim podsumowaniu skończyć się dość pesymistycznym bilansem.

Ot będziemy ubożsi o jedną szkołę i jeden szpital. Szkół średnich co prawda zostanie jeszcze w mieście trzy, z czego ta na Gdańskiej funkcjonuje na mieniu kościelnym, więc korzystamy z gościnności określonej jednak czasowo.

Po szpitalu zaś nie zostanie już żaden. Całą tą transformację przeprowadza Starosta L. Dziąg z pomocą wiernych mu wyznawców. Sytuuję ich w takim podmiocie, choć działania tej grupy konstytuują ich, w rękach głównodowodzącego raczej
Read More
jako przedmiot.

Większa część Rady Powiatu tej kadencji to pierwszoklasiści, stąd obryty w samorządowych potyczkach L. Dziąg łatwo tą grupę formuje do osiągnięcia swoich celów. Zdajemy sobie sprawę z trudnej sytuacji szpitala i że coś z tym trzeba zrobić. Jeśli jakimś pomysłem jest utworzenie spółki prawa handlowego to należałoby stworzyć jej warunki by funkcjonowała przynosząc zysk. Trzeba zaznaczyć, iż ideą przewodnią powołania tej spółki jest po pierwsze zabezpieczenie opieki medycznej mieszkańcom powiatu, a po drugie, by z opłat za czynsz z wynajmu mienia nieruchomego i ruchomego, czyli budynku i sprzętu, można było obsługiwać dług szpitala. Skoro tak, to spółka nie może mieć statutowych ograniczeń co do sposobów uzyskiwania dochodu.

Zatem oprócz istniejących oddziałów poszerzyć o Zakład Opiekuńczo-Leczniczy i przede wszystkim uruchomić Podstawową Opiekę Zdrowia, bo to może przynieść konkretne i przewidywalne w perspektywie stałe pieniądze. Konstrukcja prosta jak budowa cepa, pacjent przyjęty w gabinecie poradni w razie potrzeby kierowany jest bezpośrednio na oddział szpitalny. Ta kompleksowa obsługa zatrzymuje pacjenta w braniewskim szpitalu, a nie jak do tej pory ucieka on nam do Elbląga. Przy takiej konstrukcji w ramach spółki jak najbardziej należy zabiegać o uczestnictwo w niej innych podmiotów jak chociażby Miasta czy nawet pozostałych powiatowych gmin, bo przecież beneficjentem świadczeń ma być każdy mieszkaniec Powiatu. I teraz pytanie: czy o to chodzi Staroście ?. W tej argumentacji nie bez znaczenia jest przecież fakt, że żona Starosty prowadzi interes w zakresie lecznictwa właśnie.

Byłoby zatem naiwnością przypuszczać, że Starosta-mąż będzie konstruował konkurencję żonie. A spółka tworząc POZ przy dobrym marketingu mogłaby zdominować ten rynek. Na koniec gorzka prawda, w mojej ocenie w spółce może nie być chętnych do pracy ani lekarzy ani pielęgniarek, bo należy się raczej spodziewać jeszcze niższych uposażeń niż są obecnie. I jeszcze inne zagrożenie to wiszące zadłużenie szpitala. Wierzyciele już ustawiają się w kolejce po swoje należności. Najpierw są wezwania do zapłaty a później wniosek o upadłość. A to prosta droga, by komornik zajął mienie ruchome i spółka na opieczętowanym sprzęcie pracować nie będzie, więc nie ma racji bytu.



W podsumowaniu wrócę do tytułu, trudno sądzić, iż dochowamy się niosek i jaj jeśli wpuszczono do kurnika lisa, który skutecznie je wydusi.



J. Piskorski
9
Jest szkoła, ma budynek, pedagogów i uczniów też. Na swoje utrzymanie również ma. Jest też w tej szkole dziełem całej szkolnej społeczności bezpiecznie od różnego typu patologicznych zagrożeń.



To szczęście mogłoby trwać dalej i dalej trwać ta szkoła, gdyby nie usadowił się na fotelu starosty, Leszek Dziąg. Ten oto reformator określił swoje motto w zapytaniu, cytuję: czy państwo myślicie, że w starostwie się pracuje, czy państwo uważacie, że w szpitalu się leczy - nie, tam się utrzymuje stanowiska.

W myśl tej zasady można więc wydedukować, iż w tej szkole też się nie uczy . Z
Read More
e starostwa i szpitala trzeba wyprowadzić nadmiar stanowisk a szkołę najlepiej wyprowadzić całą. Tłumaczono Staroście, iż ani argumenty demograficzne, ani ekonomiczne w tym wypadku nie przemawiają za tak definitywnym rozwiązaniem. Z przeprowadzonych dyskusji z nauczycielami, uczniami i rodzicami wynikało, że jeśli Zarząd Powiatu podejmie decyzję o przeniesieniu szkoły, to uczyni to w następnym roku, przygotowując to organizacyjnie tak, by koszty m.in. społeczne tego przedsięwzięcia były jak najmniejsze. I to tyle pięknych deklaracji. Raz ciach i Zarząd postanowił, że przeniesienie nastąpi już 1 Września. Jak to się mówi jeszcze trup nie ostygł..., a więc jeszcze szkoły nie przeniesiono a budynek i grunt trzeba sprzedać. Skąd taki pośpiech i ta determinacja by w tak istotnej sprawie nie brać pod uwagę opinii Komisji Oświaty i wreszcie Rady Powiatu. A ta opinia wskazywałaby, iż stan budżetu Powiatu nie jest tak katastrofalny, by wysprzedawać resztki majątku.

Pytanie zatem komu chce Starosta działki po szkole sprzedać, bo można mniemać, iż chętny już jest i to on Starostę popędza? I kolejne pytanie, skoro Starosta te ponaglenie tak ochoczo realizuje to czyj jest w tym interes, bo przecież nie społeczny?
7
Zacznijmy od zdefiniowania słowa "dyskusja". Słownik Języka Polskiego PWN pod redakcją prof. Mieczysława Szymczaka, podaje następująca definicję tego wyrazu:

"Dyskusja [łac. discussio] ustna lub pisemna wymiana zdań na jakiś temat (zwykle publiczna), wspólne omawianie, rozpatrywanie jakiegoś zagadnienia; rozmowa, dysputa."



Chcemy, aby na łamach tego serwisu wymiana poglądów odbywała się w sposób kulturalny, a przede wszystkim, aby dyskusja była merytoryczna tzn. żeby każdy używał w niej argumentów odnoszących się do faktów, a nie niesprawdzonych informacji, zasłysz
Read More
anych "gdzieś tam".



Zapewniamy, że wszelkie obrzucanie się wyzwiskami i epitetami administrator (god) będzie starał się usunąć z zapisów, bowiem nie widzimy potrzeby stwarzania jeszcze jednego miejsca, gdzie można uprawiać tzw. pyskówki. Nie narusza to w żaden sposób zapisów art. 54 ust. 1 Konstytucji RP mówiącego, że: "Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji". Informujemy ponadto, że na stronie zainstalowany jest specjalny filtr eliminujący automatycznie wszelkiego rodzaju wulgaryzmy, dlatego też zachęcamy uczestników dyskusji do powstrzymania się przed próbami używania publicznie nieprzyzwoitych słów, bowiem może to nieść konsekwencje w postaci "kary ograniczenia wolności, grzywny do 1.500 złotych albo kary nagany", o czym mówi art. 141 kodeksu wykroczeń.



Jednocześnie zachęcamy do dyskusji na każdy temat: zarówno o wydarzeniach z własnego podwórka, jak i tych z dalszego otoczenia, jak również o zdarzeniach ze sceny krajowej oraz światowej. Jeżeli poruszycie temat publikowany np. w gazecie lub na stronie internetowej koniecznie musicie podać źródło informacji; pozwoli to innym uczestnikom dyskusji zapoznać się z publikowanym materiałem, przez co będą mogli wyrazić swoje zdanie zapoznając się z nim bezpośrednio, nie opierając się tylko na opinii kogoś, kto przeczytał tekst. Powoływanie się na konkretne źródła będzie zapewne cenione przez wszystkich uczestników dyskusji; pożądane jest przy tym wskazywanie także konkretnych zapisów przepisów prawa (artykuł lub paragraf ustawy), a nie tylko używanie ogólnego określenia np. ustawa czy też przepisy prawa.